Wspólnota Przymierza NOWY PĘD
Ef 5, 3-4 
 
 
„O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości
niechaj nawet mowy nie będzie wśród was,
jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne,
ani o niedorzecznym gadaniu lub
nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne.
Raczej winno być wdzięczne usposobienie.”
 
Zaloguj Zarejestruj

Zaloguj się na swoje konto

Użytkownik *
Hasło *
Pamiętaj mnie

Utwórz konto

Fields marked with an asterisk (*) are required.
Jak się nazywasz *
Użytkownik *
Hasło *
Powtórz hasło *
Twój e-mail *
Powtórz e-mail *
Captcha *
Reload Captcha
Posłuchaj Radia eM
A A A
(fot. youtube.com)

"Dar rozumu jest ostatecznie naszym rozumnym przylgnięciem do Boga. To jest relacja - pełna zaufania i miłości. Nawet jeśli się boję - ufam Bogu" - mówił do młodych biskup Grzegorz Ryś.

 
W sobotę wieczorem w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie odbyła się druga odsłona rekolekcji "Ogień dla nas i całego świata".
 
Na początku spotkania hierarcha odpowiadał na pytania młodzieży nadesłane wcześniej. Młodzi pytali m.in. jak rozpoznać, że Duch św. kieruje postępowaniem człowieka czy jak wykorzystywać dar rozumu.
 
"Nie chodzi o to czy mam duży mózg. W tym darze chodzi o zdolność rozumienia. Zwłaszcza sytuacji, które nas przerastają - momentów, w których przy całej swojej wiedzy, nic nie rozumiesz i tylko Pan Bóg może dać Ci to zrozumienie" - powiedział.
 
Na przykładzie Salomona wskazał, że do rozumienia nie wystarczy mieć tylko głowy, ale potrzeba jeszcze serca. "Nie mogę zrozumieć człowieka jeśli staram się go złapać tylko umysłem, a nie mam dla niego miejsca w swoim sercu. Dopiero sercem zaczynam mieć zdolność oceniania rzeczywistości i wydarzeń oraz zrozumienia człowieka" - tłumaczył.
 
W homilii wygłoszonej podczas odprawionej Mszy św. roratniej bp Ryś odwołał się do Ewangelii mówiącej o Janie Chrzcicielu, który z więzienia posyła uczniów, by dowiedzieć się o Jezusie. "Jan Chrzciciel to był człowiek wielkiej ascezy i modlitwy, który wszystko postawił na Chrystusa" - ocenił.
 
Tłumacząc zdanie o tym, że najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż Jan Chrzciciel, zaznaczył, że nie chodzi o to, że ludzi obecnie są więksi czy lepsi od tej ewangelicznej postaci. "Jesteśmy obdarowani i obdarowywani nieustannie. Nasze możliwości spotkania z Bogiem są po prostu nieporównywalnie większe od tego, co miał Jan" - podkreślił.
 
"Kiedy nawet największy grzesznik w Kościele, czyli najmniejszy w królestwie Bożym, nawraca się i odkrywa Boga to rośnie natychmiast, przerasta Jana Chrzciciela przyjętym darem i łaską, a nie swoją wydumaną wielkością. Dlatego chrześcijaństwo jest wielkie tym, co człowiekowi daje. Z Chrystusem robisz rzeczy, które się Janowi nie śniły" - kontynuował.
 
Tuż przed modlitwą przed Najświętszym Sakramentem biskup zachęcił młodych, by przyjęli w niej postawę Maryi. "Jej postawą i to postawą właściwą jest oczekiwanie. Dostałeś coś od Boga, ale ciągle czekasz, spodziewasz się więcej. Tego uczy nas Maryja - ona jest kobietą nadziei" - mówił.
 
Przytoczył fragment o znalezieniu Jezusa w świątyni i wskazał, że widać w nim, że Maryja nie rozumiała tej sytuacji. Dodał, że podobnie było przy zwiastowaniu. "Widzicie w jaki sposób Duch św. w niej działa? Ona rozumie jedno. Ten, który przyszedł do niej z propozycją jest godny zaufania. To jej jest 'fiat' - nie rozumiem, ale ufam Ci" - opisał.
 
"Ten dar Ducha św. w sytuacji, w której niczego nie rozumiesz, polega na otwarciu się na Jego działanie. Ducha, który mówi 'Zaufaj Bogu'. To jest właśnie dar rozumu" - stwierdził na zakończenie.
 
Do łagiewnickiego sanktuarium przybył także kard. Stanisław Dziwisz, który zebranym podziękował za wierność nauczaniu i klimatowi Światowych Dni Młodzieży. Dodał, że już niebawem w archidiecezji będzie nowy pasterz, ale on zawsze pozostanie złączony z Kościołem krakowskim i będzie darzył go specjalną troską w swoim sercu. Dodatkowo w sobotnim spotkaniu czynnie uczestniczyli przedstawiciele wspólnoty "namARKA" oraz Towarzystwa Ducha Świętego.
 
Kolejne nauki rekolekcyjne w ramach nowego cyklu przewidziano na 21 stycznia, 11 lutego, 11 marca, 8 kwietnia i 13 maja. Styczniowymi gośćmi młodych będą br. Marek i br. John ze Wspólnoty z Taizé, natomiast lutowej odsłonie rekolekcji będzie przewodniczył kard. Luis Antonio Tagle z Filipin.

 

Korzystanie z naszej woli w dużej mierze dotyczy sfery podejmowania decyzji. Ale nie tylko. Nasza wola to także nasze pragnienia i marzenia. Mam wrażenie, że gdy mówimy o woli Pana Boga, wielu ludzi pojmuje ją przede wszystkim jako Jego decyzje, a rzadziej jako Jego pragnienia czy marzenia.

 

Tymczasem Pismo święte mówi, że owszem „Jego wyroki obejmują świat cały” (Ps 107,7b), ale także o tym, że „zamiar Pana trwa na wieki, a zamysły Jego serca – poprzez pokolenia” (Ps 33,11). Jeśli my – stworzeni na obraz i podobieństwo Boże – mamy zdolność marzenia, to taką zdolność posiada też sam Bóg. I to doskonałą, skoro On jest doskonały!

Marzenia są bardzo ważne. One nas napędzają i dzięki nim jesteśmy zdolni do wielkich poświęceń. Marzenia bywają dobre i złe, święte i grzeszne. Ktoś marzył o ratowaniu, ktoś inny o zabijaniu. Zrealizowane marzenia doprowadziły do powstania inkubatora i komory gazowej. Jedno marzenie przyniosło błogosławieństwo, a drugie przekleństwo. Naszą skażoną, ludzką wolą możemy pragnąć dobra lub zła. Natomiast wola Pana Boga jest tylko dobra, dlatego Jego marzenia są wyłącznie dobre.

Co wiemy o marzeniach Pana Boga? Pismo święte to wielka opowieść o tym, jak Bóg realizuje swoje marzenia. Największym z nich jest to, aby być blisko człowieka. Bóg chce być z nami jedno.

Bóg stworzył człowieka, bo chciał, żeby istniał ktoś podobny do Niego. Ktoś, kogo będzie mógł kochać i kto będzie mógł tę miłość odwzajemnić. Jednak człowiek ciągle odwraca się od Bożej miłości – tak jakby nie mógł wytrzymać Jego bliskości. Ta dziwna tendencja, która pojawiła się w nas „za namową węża”, nieustannie zbiera swoje żniwo. Historia zbawienia opowiada o tym, jak Bóg wciąż na nowo przybliża się do człowieka i jak człowiek wciąż się od Niego oddala. Bóg wychodził ludziom na spotkanie przez patriarchów, proroków, królów, sędziów, psalmistów itd. Przyjście Jezusa to wydarzenie, w którym Bóg przybliżył się do nas „na maksa”. Bardziej się nie da. Jego marzenie o tym, by „do końca” pokazać nam swoją miłość, zaprowadziło Jezusa na krzyż. Ukrzyżowany, odrzucony i sponiewierany Jezus nie przestał nas kochać. Nie zamknął na nas swojego serca. Objawił w ten sposób, że miłość Ojca jest większa od każdego zła. Największa bliskość między ludźmi wydarza się w małżeństwie. Gdy małżonkowie spędzą ze sobą noc poślubną, mówimy, że małżeństwo zostało skonsumowane. Tu „konsumowanie” jest jedynie metaforą. Bliskość między Bogiem i człowiekiem, która wydarza się podczas Eucharystii, to już nie jest metafora. My wtedy Pana Boga naprawdę konsumujemy! On pokazał, że chce się z nami zjednoczyć jeszcze bardziej niż kobieta i mężczyzna jednoczą się w sakramencie małżeństwa. Bóg, w Jezusie Chrystusie, przed niczym się nie cofnął – zrobił wszystko, co możliwe, by spełnić swoje marzenie o nas. Reszta zależy od naszej wolności. Najlepsze, co możemy zrobić, to zaoferować Mu nas samych. Wtedy właśnie, od naszej ludzkiej strony, spełniamy Jego największe marzenie.

Najskrytszymi marzeniami ludzie dzielą się między sobą dopiero gdy dobrze się poznają. Komunia między ludźmi nie polega przede wszystkim na wymianie informacji, lecz na trwaniu dwóch serc przy sobie. Podobnie jest z komunią z Bogiem. Marzenia Pana Boga pozostają, w pewnej mierze, przed nami zakryte, bo domagają się głębszej z Nim zażyłości.

W tej optyce, poszukiwanie woli Bożej nie polega na tym, żeby nadstawić uszy i czekać na Jego rozkazy. To oznacza raczej świadomość, że Pan Bóg marzy o mnie. Że On chce mnie mieć blisko siebie, i to na całą wieczność. Gdy pozwalam Mu, by się do mnie przybliżał, żeby dotykał moich ran i mnie uzdrawiał – nabieram też odwagi, żeby pokazać Mu moje marzenia i pragnienia. Atmosfera Jego miłości sprawia, że mogą wychodzić ze mnie rzeczy nie najczystsze (tak to nazwijmy), ale dopiero gdy one wychodzą – mogę je wystawić na działanie Bożego miłosierdzia. To, co było ukryte w ciemności, kiedy zostaje wyciągnięte na światło – zaczyna się uczyć żyć w świetle i zaczyna być światłem (por. J 3,19-21). Sfera naszych marzeń i pragnień bardzo potrzebuje takiej edukacji. Wtedy właśnie odkrywamy, co chcemy w życiu robić. Ale to odkrycie nie polega na tym, że „Bóg z góry mi to wrzucił”, tylko na tym, że „siedząc” przy Bogu, bardzo blisko, „dogaduję” z Nim moje najskrytsze marzenia. Te nasze oczyszczone i oświetlone marzenia nadają kierunek naszemu życiu.

Coraz bardziej się przekonuję, że gdy Bóg nas stwarzał, „ulepił” w nas różne możliwe kierunki rozwoju. Jest ich dużo. Na które się otworzymy, w takim kierunku będziemy się rozwijać i tam znajdziemy pełnię naszego życia. Bóg ma wobec nas szeroką wizję, nie wąziutką.

Chociaż sam swoją konsekrację przeżywam jako coś, do czego Bóg mnie wybrał – wiem, że mogłem wybrać inną możliwość, a On by się nie załamał. Tu towarzyszy mi obraz z Księgi Jeremiasza: garncarz lepiący naczynie (Jr 18,1-6). Jest tam opisany moment, w którym naczynie, choć było w rękach garncarza, uległo zniekształceniu. Garncarz jednak nie zraża się tym, co się stało z gliną, tylko lepi dalej. To dobry obraz na nasze życiowe powołanie i na te mniejsze powołania: do pracy, zadań, relacji czy funkcji. Pan Bóg poradzi sobie z nami, nawet jeśli wybierzemy inaczej, niż On to sobie wymarzył. Przecież nie przestanie nas kochać. Jeśli się zablokujemy i nie będziemy otwierać Mu drzwi, On nie przestanie czekać i co jakiś czas pukać. A gdy znów Go wpuścimy – uporządkuje to, co wybraliśmy, i właśnie w tym będzie się z nami przyjaźnił. Być może gdy zorientujemy się, że Boże marzenie było inne niż droga, na którą weszliśmy, będziemy odczuwać jakiś niedosyt, że mogło być w naszym życiu coś więcej. Ale nie będziemy pozbawieni komunii z Nim. Zbawienie zawsze jest możliwe, aby je przyjąć. W kwestii „dogadywania” naszych marzeń z marzeniami Pana Boga – taka gra pragnień została świetnie opisana w Pieśni nad Pieśniami. To „dziwna” księga, w której dwoje zakochanych biega za sobą po mieście. Z jednej strony, oni bardzo siebie nawzajem pragną i niemal umierają z potrzeby spełnienia. Z drugiej strony, chowają się jedno przed drugim, jeszcze bardziej podkręcając tę wzajemną tęsknotę. W całej księdze nie ma mowy o Panu Bogu, ale cała opowiada o miłości tych dwojga. Ich miłosna gra jest metaforą miłości, jaka może być między Bogiem i człowiekiem. Ta opowieść nie omija ludzkiej seksualności, ale mówi o niej bardzo pięknie, z wielkim szacunkiem, posługując się poezją. To nam pokazuje, że możemy być z Bogiem w tak intymnej zażyłości, którą da się wyrazić jedynie poetyckim językiem. Pieśń nad Pieśniami mówi także o tym, że budowanie takiej zażyłości jest swego rodzaju fascynującą „grą miłosną”, która potrzebuje czasu, zaufania, a także momentów ukrycia i poszukiwania. Oblubieniec z tej księgi nie przyspiesza chwili spotkania…

„Nie budźcie ze snu, nie rozbudzajcie ukochanej, póki nie zechce sama” (Pnp 2,7b). Pan Bóg tak bardzo mnie szanuje, że nie chce mnie dopóki… ja sam nie zechcę Mu siebie dać. Trudno mi sobie wyobrazić, że Pan Bóg chciałby, żebym został jezuitą, gdybym ja tego nie chciał. Bo po co Mu taki jezuita, co nie chce nim być?

Myślę, że proces rozeznawania to wchodzenie w głąb siebie i pozwalanie sobie na poczucie różnych pragnień, z jednoczesną świadomością, że nawet jeśli pragnę czegoś innego niż Bóg, to On się na mnie nie obrazi, ale razem będziemy mogli się tym zająć. Wtedy moje „pragnienie bycia z Nim” wygrywa z moim lękiem i chęcią „schowania się przed Nim”. Kiedy pojawia się w nas gotowość, aby „dogadywać” nasze marzenia z Bogiem i aby zmieniać plany, jeśli te Boże okażą się ciekawsze – znaczy to, że dojrzeliśmy już w wewnętrznej wolności. Ta wolność jest podstawą w rozeznawaniu woli Bożej.

Maryja najlepiej spełniła marzenia Pana Boga. Ona była tak w Nim rozkochana, że mogłaby powiedzieć: „Chcę, aby Twoje marzenia były moimi marzeniami”.

W Niej ta bliskość, która jest w marzeniach Pana Boga o człowieku, spełniła się tak bardzo, że mocniej już nie można. A jedność między Bogiem a człowiekiem w Niej stała się ciałem – Jezusem Chrystusem. Myślę, że na naszych drogach poszukiwania marzeń Pana Boga, dobrze jest się samemu „wkładać” w ręce Matki Bożej: „Maryjo, daję Ci moje serce. Weź je i ukształtuj podobnie do swojego, żeby tak samo kochało Pana Boga, tak samo pragnęło Jego pragnień i żeby marzyło o tym, o czym marzy Bóg”. Gdy tak jak Ona pokochamy wolę Bożą – łatwiej będziemy rozpoznawać ludzi i miejsca, do których Bóg nas posyła, aby wnosić tam Jego obecność i miłość.

 

http://www.odnowa.jezuici.pl/szum/ewangelizacja-mainmenu-56/o-ewangelizacji-mainmenu-42/713-2016-10-10-12-57-51

Kochani,
Zamieszczamy modlitwę napisaną przez Błogosławioną Matkę Teresę z Kalkuty.
Warto poświęcić swój czas i zagłębić się w ten tekst.

(fot. shutterstock.com)
 

Bez wątpienia jest to ważne pytanie. Zbyt często bowiem formułujemy opinie o otaczającym nas świecie, nie do końca wiedząc, jak właściwie to robić. Z góry zakładamy, że to, co nam się wydaje, jest słuszne. Warto pamiętać, że zanim zaczniemy pytać "co o tym sądzić", trzeba zadać wcześniejsze pytanie "jak".


List św. Pawła do Rzymian może okazać się dla nas szczególnie pomocny. Czytamy w nim "Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe" (Rz 12, 2).


Nim staliśmy się chrześcijanami, nasze myślenie podążało ziemskimi ścieżkami. Obecnie, dzięki mocy Ducha Świętego oraz Słowa Bożego, zostały przemienione. Oznacza to, że wzrastamy w świętości oraz że nasz sposób myślenia odpowiedni będzie dla dzieci Bożych.


Możemy spędzić długie godziny, rozważając, jak w Boży sposób myśleć o otaczających nas sytuacjach, jak się do nich ustosunkować itp. (Wspaniałą pomocą jest tu lektura Księgi Mądrości). Chcę jednak zaproponować pewne uproszczenie, przedstawiając kilka zasadniczych elementów tworzących ramy, w obrębie których chrześcijanin będzie mógł właściwie odnieść się do rzeczywistości. Oto pięć punktów chrześcijańskiego spojrzenia na świat:


1. Jest tylko jeden Bóg


Świat należy do Boga i to Boga jedynego. To On stworzył cały wszechświat i w związku z tym to On posiada wyłączne prawo do władania nad nim (Rdz 1).

Jedyny Bóg ma również moc nad naszą ziemią, co przypomina nam psalmista "Nasz Bóg jest w niebie, czyni wszystko, co zechce" (Ps 115, 3).


Jako że ludzkość stworzona jest na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1, 26-27), mamy w związku z tym szczególny przywilej oraz odpowiedzialność wobec świata. Jesteśmy ponad wszystkimi stworzeniami, mając wobec nich obowiązek troski.


Fakt, iż wszechświat został stworzony przez jedynego Boga, a nie jak w mitologiach w wyniku konfliktu między bogami, ma zasadnicze znaczenie. Oznacza to bowiem, iż świat stanowi spójny system, prawdziwy dla wszystkich ludzi w każdym czasie.


2. Relacja


Wszechświat to nie chaotyczna mieszanina niepołączonych ze sobą elementów ani też ocean jednorodności. Świat zbudowany jest z odmiennych, ale wzajemnie przenikających się części. Prawda ta obecna jest nawet u samego źródła istnienia. Biblia mówi nam, że Bóg jest trójcą, że również w Nim występuje relacja. Trzy Osoby, jeden Bóg.


Prawda ta mówi nam również, w jaki sposób Bóg złączony jest ze wszechświatem, nie na zasadzie jedni, ale poprzez relację łączącą stworzenie ze Stworzycielem. Dlatego tak ważne w biblijnej narracji są przykazania. Tworzą one formalną więź, jaką zapoczątkował Bóg ze swoim ludem.


Podobnie nikt z nas nie jest samotną wyspą, ale zostaliśmy włączeni w sieć prawdziwych i ważnych relacji, pozostając jednocześnie indywidualnymi i odrębnymi jednostkami.


3. Skaza grzechu


Nasz świat skażony jest również grzechem i nie tylko my, ludzie, zostaliśmy przez niego zranieni. Zostało nim dotknięte całe stworzenie. W konsekwencji zarówno człowiek, jak i reszta stworzenia poddana jest marności (Rz 8, 20). Gdy na świecie dzieją się straszne rzeczy, chrześcijanie nie powinni być ani zdziwieni, ani obojętni wobec tego. Każda tragedia to dla chrześcijan źródło dodatkowego cierpienia, gdyż wiemy, jaki świat winien być: wolny od grzechu, łez i śmierci.


4. Chrystocentryzm


Cały wszechświat zorientowany jest na Chrystusa. On jest źródłem rozwiązania wszystkich problemów, pierwszym i ostatnim, podtrzymującym wszystko w istnieniu (Kol 1, 15-20). Jemu poddana została wszelka zwierzchność (Mt 28, 18). To w Jego autorytecie możemy głosić Dobrą Nowinę wszystkim narodom.

Oznacza to również, że wszystko, co czynimy, podlega Jego zwierzchności. Jego moc rozciągała się również na to, co ludzkość mogła, a czego nie mogła spożywać w rajskim ogrodzie.


5. Patrzenie wprzód


Chrześcijaństwo spogląda wprzód do czasu, gdy wszystkie rzeczy osiągną swój właściwy kształt, gdy Jezus powróci i wszystko uczyni nowym. Jako chrześcijanie wyczekujemy czasu, gdy zostaniemy wskrzeszeni do nowego życia oraz okryci chwałą za doświadczone trudy ziemskiego życia. Będzie to czas przywróconego raju, w którym nie będzie już ani zła, ani cierpienia, ani łez.


Ostatecznie myśleć jak chrześcijanin znaczy wykrzyczeć: "Przyjdź, Panie Jezu! Przyjdź!". Jak odnajdujesz się w tych pięciu punktach? Czy myślisz jak prawdziwy chrześcijanin?

 

 

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,2169,czy-myslisz-jak-prawdziwy-chrzescijanin.html

Autor: o. Remigiusz Recław SJ

Czy wiesz, że gdy zapraszamy Ducha Świętego, to On naprawdę do nas przychodzi? Chce się z nami zaprzyjaźnić i codziennie nam pomagać. Ale chce nas też posyłać, żebyśmy my zrobili coś dobrego dla innych. Duch Święty nie przychodzi do nas z pustymi rękami, ale przynosi nam wyjątkowe prezenty. Są one niewidzialne, a jednak gdy je dostaniesz – nawet inni zauważą, że je masz.

 

 

modlitwa-wstaw
KursALFA_baner_600x450
fundacja-nowy-ped

Modlitwa Wstawiennicza

Na czym polega modlitwa wstawiennicza?

Jest ona modlitwą, podczas której grupa osób wstawia się za człowiekiem potrzebującym umocnienia, uzdrowienia, uwolnienia, przez co objawia się i urzeczywistnia zatroskanie Boga o człowieka, który jest wrażliwy na jego cierpienie, grzech, zniewolenie.


Modlitwa wstawiennicza nie jest niczym innym, niż  jednym z rodzajów modlitwy prośby, wyróżniającym się tym, że nie modlimy się w niej za nas samych, ale  za kogoś innego. Osoba, za którą się modlimy przychodzi, sama prosi o modlitwę i podaje jej szczegółową intencję. 

Oprócz modlitwy, osoba otrzymuje doświadczenie Kościoła podczas modlitwy wstawienniczej. Człowiek czuje, że ktoś jest przy nim, że nie jest sam ze swoimi problemami.

Dlaczego lepiej modlić się wspólnotowo niż pojedynczo?

Pismo Święte mówi: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (MT 18, 20) oraz „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18, 19). Zapewnienie obecności samego Jezusa podczas takiej modlitwy, oraz większa skuteczność tej modlitwy, zachęca Nas do jej praktykowania.

Jeżeli potrzebujesz modlitwy, zapraszamy.

Modlitwa odbywa się w salce Domu Katolickiego, w co drugą sobotę przed spotkaniem modlitewnym Wspólnoty Nowy-Pęd, od godz. 16:00. Najlepiej umówić się mailowo (intencje.modlitewne@op.pl) lub telefonicznie-sms (501377219).

Pamiętaj, aby przystąpić do modlitwy w stanie łaski uświęcającej. W stanie grzechu ciężkiego jesteśmy oddaleni od Pana Boga i niezdolni przyjąć Jego dary. 

Kurs Alfa

Alfa Sucha 

Pragniemy zaprosić chętnych na kurs w Suchej Beskidzkiej.

Gościnność, rozmowa, zrozumienie i ciekawe historie to określenia kursu Alfa, które niezwykle trafnie charakteryzują nas i naszych przyjaciół. 

Przyjdź i przekonaj się sam!


Czym jest kurs Alfa

Co to jest Kurs Alfa? 
Alfa to cykl 10 spotkań prezentujących podstawy chrześcijaństwa, w sposób przystępny i nie wywierający presji. Jest to miejsce, gdzie można dzielić się swoimi przemyśleniami i odkrywać sens życia. Alpha jest przeznaczona w pierwszym rzędzie dla osób, które nie chodzą do kościoła lub nie byli w kościele od dawna, a są zainteresowani wiarą chrześcijańską.

Zapraszamy na stronę naszych przyjaciół ze wspólnoty Góra Oliwna, to od nich uczyliśmy się prowadzić kursy Alfa.

Fundacja Nowy Pęd

Celem Fundacji jest: 
  1. Zapobieganie w duchu chrześcijańskim zjawiskom patologicznym powszechnie występującym we współczesnym społeczeństwie: chorobom, przemocy, biedzie, bezrobociu, przestępczości, narkomanii, alkoholizmowi i innym uzależnieniom. 
  2. Organizowanie w duchu chrześcijańskim pomocy materialnej, edukacyjnej, prawnej, medycznej: osobom bezrobotnym, resocjalizowanym, wychodzącym z nałogów i ich rodzinom. 
  3. Pomoc materialna, edukacyjna, prawna, medyczna osobom niepełnosprawnym, przewlekle chorym, starszym i innym w skrajnie trudnej sytuacji materialnej.

 
Obszary działań
  1. Działalność charytatywna
  2. Pomoc społeczna, w tym pomoc rodzinom i osobom w trudnej sytuacji życiowej oraz wyrównywanie ich szans
  3. Pomoc ofiarom katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i wojen w kraju i za granicą
  4. Działalność na rzecz osób niepełnosprawnych
  5. Działalność na rzecz osób w wieku emerytalnym
 
  1. Ochrona i promocja zdrowia
  2. Przeciwdziałanie uzależnieniom i patologiom społecznym